Jak się pakować, żeby nie zwariować?

Już na samym początku zaznaczę, że ani ja ani Marcin do mistrzów pakowania nie należymy. Muszę jednak przyznać, z wyjazdu na wyjazd idzie nam to coraz lepiej, wszystko jest dużo bardziej zorganizowane, a przestrzeń w plecakach logistycznie podzielona i zapełniona. I bardzo mnie to cieszy.

Pierwszy plecak, który pakowaliśmy na jeden z naszych krótkich wyjazdów był wypełniony absolutnie po same brzegi. Kilka sweterków i spodni, gruba piżama i dodatkowe buty zajęły niesamowicie dużo miejsca, były niepotrzebnym ciężarem a co najgorsze, w ogóle się nie przydały. Czego więc unikać, a co rozważnie przygotować przed wyjazdem? Oto kilka naszych sprawdzonych zasad.

Plecak jest lepszy od walizki

Czy naprawdę muszę kogoś jeszcze przekonywać? Plecak można zabrać w teren, nie nosisz go niewygodnie raz w jednej, raz w drugiej ręce. Przy aktualnej polityce bagażowej tanich linii lotniczych na plecak nie zostanie zazwyczaj nałożona dodatkowa opłata i spokojnie można zabrać go na pokład, co oszczędza czas w miejscu docelowym: nie musicie czekać, aż bagaż zostanie wyładowany na taśmę w hali bagażowej. Wszystko, czego potrzebujecie macie zawsze w zasięgu ręki: leki, bluzę, okulary przeciwsłoneczne. Wygodny plecak to podstawa (o ich rodzajach napiszę w osobnym poście), na krótkie wyjazdy ja zdecydowałam się na firmę Roxy, Marcin na Wisport, natomiast na długie wyprawy obydwoje kupiliśmy słynne i NIEZAWODNE plecaki marki Deuter.

44439566_883459128524342_4021527829438005248_n (1)

Sprawdzamy pogodę przed wyjazdem

Dobrze wiecie, że ja jestem mistrzem w sprawdzaniu tego właśnie czynnika, szczególnie jeżeli chodzi o krótkie wyjazdy. Jednak nie jestem zbyt ufna wszelkim aplikacjom, dlatego zawsze kończę z jednym swetrem za dużo. Warto jest jednak wiedzieć, czy należy nastawić się na deszcz i zabrać ze sobą kurtkę, czy jednak wystarczy nam lekka bluza na chłodniejsze wieczory.

P1020715.JPG

Robię listę potrzebnych rzeczy

Nic tak nie pomaga jak sprawdzona ściąga z kilkoma obowiązkowymi rzeczami, które w plecaku znaleźć się muszą. Najczęściej robię ją już kilka dni przed wyjazdem, żeby co trochę dopisywać ważne podpunkty. Wieczorem przed wylotem robię zdjęcie przed spakowaniem plecaka, żeby po powrocie ocenić, co kompletnie się nie przydało, a co mogłam dorzucić. To naprawdę działa!

img_4733.jpg

Ubrania i buty

Jest to zdecydowanie jeden z najważniejszych aspektów każdej podróży. Ubrania muszą być nie tylko wygodne, niegnące i jak najlżejsze ale także, a może nawet przede wszystkim, obowiązkiem w tej materii jest dobra jakość. 100% bawełny to podstawa. Zdajemy sobie sprawę, że w danej koszulce spędzimy cały dzień, a dobre skarpetki zapewnią nam wygodę w chodzeniu i umożliwią spacer bez odcisków podczas kolejnych dni wyprawy. Jeżeli chodzi o buty: zawsze staramy się opierać na wzorze 2+1 czyli dwie pary butów plus klapki. Póki co świetnie się sprawdza.

Jeżeli jesteśmy już przy temacie ubrań: zawsze bierzemy ze sobą worek na brudne rzeczy, nie jest to zwykła reklamówka, a raczej dobrze skrojona torba, do której pakujemy popularne “brudy”. Podczas długich wyjazdów staramy się oczywiście robić pranie, dlatego w naszych plecakach znajdziecie płyn do prania i linkę z paracordu, na której suszymy ubrania i ręczniki (te drugie koniecznie z mikrofibry). Oczywiście lepszym wyjściem jest hostel, który posiada zarówno pralkę jak i suszarkę (w szczególności przy krótkich pobytach ułatwia to życie) jednak pośrodku safari byłam skazana na pranie ręczne.

P1000441.JPG

Była moda, co z urodą?

Jak powszechnie wiadomo, w długich podróżach ciężko o czas i ochotę na makijaż i kobiecość, jednak ja zawsze mam przy sobie podstawowe, jak to mówię,  “dziewczęce atrybuty”. Pierwszym z nich jest popularny tangle teezer w wersji mini, który zmieści się wszędzie i rozczesuje moje włosy po całym dniu w warkoczu. Staram się brać ze sobą te produkty, których używam na co dzień, moja skóra przyzwyczajona jest do swego rodzaju rytuału i już po kilku dniach bez porządnego nawilżania wygląda bardzo źle. Krem na dzień, na noc i pod oczy to obowiązek. Do tego minimalny makijaż, krem bb, mascara i paleta cieni (polecam tę od Maxineczki 🙂 ) Mydło, które przydaje się w każdej sytuacji; sudocrem na wszelkiego rodzaju odparzenia i ugryzienia a także mini zestaw z pilnikiem do paznokci: to zawsze znajdziecie w moim plecaku. Oraz hit każdego wyjazdu: puder dla dzieci. Świetnie sprawdza się w swojej oczywistej funkcji, jako zasypka do ciała, jednak ma wiele innych podróżniczych zastosowań. Ja używam go także jako pudru do twarzy (bardzo cieniutka warstwa) i jest wspaniałą alternatywą dla suchego szamponu.

Prócz tego zawsze pakujemy oczywiście rolkę papieru toaletowego i mokre chusteczki oraz podręczną apteczkę. Mamy w niej kilka plastrów i bandaży, wodę utlenioną w postaci wacików oraz najpotrzebniejsze leki: coś na ból głowy, coś na biegunkę i kilka innych specyfików (plus leki, które regularnie przyjmujemy).

P1000449

A Marcin? Z reguły zajmuje się sprawami technicznymi.

U niego w plecaku zawsze znajdę power banki, kable i przejściówki oraz parę słuchawek. On też odpowiedzialny jest za moje linki na pranie i sztućce (które zawsze bierzemy ze sobą w razie “W”). Gdzieś na dnie plecaka chowamy kserokopie naszych paszportów i wiz, a także wszystkie potwierdzenia noclegów, wynajmu samochodu, biletów na poszczególne środki transportu oraz polisę ubezpieczeniową. Marcin często pakuje ze sobą latarkę, bo jej właśnie najbardziej brakowało nam podczas pobytu w Tanzanii.

P1160417.JPG

Jak już wszyscy zapewne wiecie: typowy ze mnie planer. Dlatego zawsze biorę przewodniki ze swoimi notatkami, żeby wiedzieć, gdzie koniecznie musimy iść i co zobaczyć. W podróży towarzyszy mi też dobra książka, zazwyczaj w formie tradycyjnej, jednak gdy jedziemy na dłużej stawiam na e-booki. I notatnik! Chętnie zapisuję ciekawe fakty i porady, żebym mogła się kiedyś podzielić tymi informacjami z innymi. A czego nigdy ze sobą nie biorę? Biżuterii. Nie kuszę losu, w czasie podróży nie potrzebuję obrączki na palcu i łańcuszka na szyi. Jedyne, co nosimy to bransoletki, które były z nami dosłownie wszędzie.

44486068_2210015485932930_8536489393358110720_n.jpg

Muszę przyznać, że podróże wiele nas nauczyły. Nie tylko geografii i historii a także faktu, jak mało jest człowiekowi potrzebne, żeby przeżyć i świetnie się bawić. Zawartość plecaka jest naprawdę względna, nawet jeśli czegoś zapominamy, a zdarzyło się to już kilkakrotnie, to świetnie sobie z tym radzimy.

Prosty przykład:

Jesteśmy już na lotnisku w drodze do Szwajcarii, pytam Marcina czy wziął aparat.

– Oczywiście, że wziąłem, wszystko jest w plecaku! – odpowiada szybko mój mąż i żwawym krokiem maszeruje w stronę samolotu.

– A baterię do niego, która ładowała się na biurku też masz?

– Nie. – i w tym momencie właśnie zaczęła się kolejna przygoda.

Bo w podróży trzeba sobie jakoś radzić!

Opowiadania mongolskie

O Mongolii można pisać wiele: nieco bagatelnie, że jest ogromna i piękna; krajoznawczo, opisując bezkresne stepy i wysokie góry; zahaczając o kulturę referować obrządki i tradycje albo tak ja: podzielić się wrażeniami osób, które nigdy wcześniej w azjatyckim kraju nie były i stwierdziły, że to właśnie w Mongolii postawią pierwsze kroki.

37920728_1806038682805980_3416504024197758976_n.jpg

Z racji tego, że Mongolia nie jest to kraj typowego turysty i wiele z Was zapewne mało o nim wie, zacznę od krótkiego opisu. Pierwszym słowem jaki przychodzi mi na myśl przy charakterystyce tego państwa jest przymiotnik “ogromny”, ponieważ Mongolia jest ponad pięć razy większa od Polski, jej powierzchnia wynosi 1 564 116 km², co daje 19. pozycję w rankingu światowym. Stolicą jej jest Ułan Bator, w którym zamieszkuje prawie 50% ludności całego kraju. Historia Mongolii jest bardzo ciekawa i zawiła, niemalże znikąd powstaje Imperium Mongolskie i w równie szybkim tempie znika z map świata, dzieląc się na mniejsze państwa. Językiem urzędowym jest oczywiście mongolski, który do lat 40. zapisywany był tradycyjnym pismem zbliżonym do alfabetu ujgurskiego, pisanego z góry na dół, jednak w połowie XX w. zmieniono go na cyrylicę. Pismo tradycyjne wciąż nauczane jest w szkołach w celu utrzymywania tradycji.

P1030662.JPG

Zwiedzanie Mongolii zaczęliśmy w jej stolicy – Ułan Bator, gdzie dotarliśmy odcinkiem kolei transmongolskiej. Jednak zostaliśmy tam bardzo krótko, wzięliśmy prysznic, zjedliśmy śniadanie i przepakowaliśmy plecaki, żeby ruszyć w dalszą podróż w stronę parków narodowych. Pierwszym punktem wyjazdu był ogromny, 40-metrowy pomnik wodza Imperium Mongolskiego oraz bohatera narodowego Czyngis-Chana. Zbudowany został z 250 ton stali w miejscu, w którym według legendy Temudżyn znalazł złoty bicz. Czyngis-Chan jest przywódcą legendarnym, który z jednej strony krwawo masakrował wszystkich swoich wrogów zawłaszczając znaczną część świata, z drugiej jednak na zdobytych terenach wprowadzał surowe prawa, co umożliwiło rozkwit handlu i zapanowanie tzw. pokoju mongolskiego (Pax Mongolica).

khan1khan2

Po obejrzeniu pomnika i muzeum Czyngis-Chana, w którym mieliśmy okazję dowiedzieć się o wielu faktach z mongolskiej historii, udaliśmy się w stronę rezerwatu Gun Galuut. Jest to przepiękne miejsce położone zaledwie 130 km od Ułan Bator. Pierwszy raz w życiu byłam w okolicy, gdzie nie ma kompletnie nic. Cisza, raz na jakiś czas przerywana śpiewem ptaków lub rżeniem koni, odprężyła mnie niesamowicie, pozwoliła naładować baterie i zapomnieć o przyziemnych sprawach. Pokonywaliśmy kilometr za kilometrem w poszukiwaniu chociaż namiastki cywilizacji, ale w tamtych rejonach naprawdę jej nie ma.

37912151_1806038049472710_2351493623897391104_n37944270_1806037889472726_5121164921798656000_n37962365_1806038882805960_4091822163307266048_nP1030704P1030725P1030740

Prócz przemierzania stepów mieliśmy okazję pomaszerować trochę po pobliskich wzgórzach. Może nie były to góry z tych największych na świecie, jednak cała powierzchnia Mongolii znajduje się 1000 m n.p.m. i wyżej, co ułatwia nieco wspinaczkę w wyższe partie gór. A im dalej w góry, tym piękniejsze widoki, po których niedosyt pozostał do dzisiaj.

P1030717P1030754P1030768P1030782P1030797P1030810

Gwoździem programu tej wyprawy był jednak nasz nocleg. Postanowiliśmy “pójść na całość” i przespać się w tradycyjnej, mongolskiej jurcie. Jest to swego rodzaju namiot pokryty skórami (zazwyczaj jelenia), który z wyglądu przypomina nieco miskę odwróconą do góry dnem. Co ciekawe, drzwi jurt w Mongolii muszą być odwrócone na południe, tych z Kazachstanu natomiast – na wschód. W środku budynku znajduje się piec, którym dogrzewaliśmy się w nocy. Co ciekawe, nie ma w nich miejsca na toaletę, więc wychodek musieliśmy “znaleźć” gdzieś w pobliżu.

37976122_2248643745149788_6368465017020350464_nP1030694

37912136_2248644295149733_722318735028781056_n38012392_2248643851816444_556959144058290176_n

Mieliśmy okazję odwiedzić kilka jurt “z prawdziwego zdarzenia”, gdzie ugoszczono nas tradycyjnymi potrawami mongolskich koczowników. W takim miejscu obowiązuje kilka zwyczajów, których obowiązkowo należy przestrzegać, a oto kilka z nich:

•  nie wolno gwizdać w jurcie;
• nie należy przeskakiwać nad czyimiś wyciągniętymi nogami oraz opierać się o ściany w jurcie;
• nie można gasić ognia w palenisku;
• trzeba okazywać szacunek starszym;
• zabrania się dotykać głowę lub czapkę innej osoby;
• nie wolno kłaść noża ostrzem w kierunku innej osoby oraz brać jedzenia z talerza lewą ręką;
• w jurcie należy poruszać się zgodnie z ruchem wskazówek zegara.

Oczywiście nie wolno także odmawiać jedzenia, którym jesteśmy częstowani. Jest ono dość specyficzne, aczkolwiek nam przypadło do gustu. Wszystko opiera się głównie na produktach mlecznych i cieście, które nieco przypomina mocno spieczone ciasto kruche. Wiele ludzi przestrzega turystów przed jedzeniem u lokalnych, my jak widać przeżyliśmy, nawet odbyło się bez dolegliwości żołądkowo-jelitowych.

37928930_1806037672806081_93916220205563904_n38036972_1806037709472744_7062455749787516928_nP1030833P1030832

Jeżeli już jesteśmy przy temacie jedzenia, to muszę przyznać: nie spodziewałam się, że kuchnia mongolska będzie tak różnorodna i smaczna. Przed wyjazdem wiele razy czytałam o tłustych posiłkach i niezdrowych potrawach, ale szczerze mówiąc my na takie nie trafiliśmy. Mongołowie jedzą sporo zup, mają nawet “zupę na kaca”, która przypomina nasz krupnik. Różnego rodzaju pierogi spowodowały, że znowu byłam w raju, Marcin natomiast zajadał się baraniną. Co ciekawe, mieliśmy także okazję spróbować mongolskiej sałatki jarzynowej, także przez moment poczuliśmy się trochę jak “u cioci na imieninach”.

37884709_1806038922805956_9081495828115226624_n37907787_2248644661816363_9042856189196500992_n37926368_2248644371816392_3290564562192957440_n37950706_2248644481816381_7499529587676676096_n37994166_2248643971816432_3162238885077975040_n38003696_1806031242806724_952118146997682176_n

Warto dodać jeszcze, że porcje jedzenia w restauracjach są OGROMNE (i śmiesznie tanie), pokonały nas kilka razy, a zaufajcie, jesteśmy dość mocnymi zawodnikami w tej dziedzinie.

Podczas pobytu w jurcie poznaliśmy mongolską narodową grę – szagaj. Używa się do niej kości skokowych kóz i owiec, a sposobów na zabawę jest kilka: rzucanie kośćmi i zbieranie porozrzucanych kości (szagaj awaa), podrzucanie i łapanie kości (ünee saa, güü saa), zderzanie kości, które leżą tą samą stroną do góry (szagaj njaslaa), strzelanie kośćmi (szagaj charwaa) oraz „wyścig koni” (szagaj uraldulaa). Dla nas najciekawszym sposobem gry było zderzanie kości, Marcin po kilku rozgrywkach wygrywał nawet z tubylcami. 🙂

37924135_2248644165149746_6547979609017679872_n.jpg

Kolejnego dnia nadszedł moment na mongolskie “must see”, czyli Park Narodowy Gorchi-Tereldż, który zajmuje prawie 3000 km². Gdy dojechaliśmy na miejsce ciężko było uwierzyć, że jesteśmy nadal w Mongolii, ponieważ krajobraz w najmniejszym nawet stopniu nie przypominał tego, który widzieliśmy wcześniej. Roślinność w parku jest typowa dla południowej części Zabajkala, występuje tam mnóstwo chronionych i rzadkich roślin, przez co jest niesamowicie zielono. Jedną z atrakcji parku jest Melchijn chad, czyli “skała-żółw”, ostaniec skalny bezsprzecznie kojarzący się właśnie z tym zwierzakiem (dowód poniżej).

P1030840P1030842P1030843P1030873

W Parku Narodowym Gorchi-Tereldż znajduje się nowo wybudowany klasztor buddyjski, który odwiedziliśmy. Mongolia jest krajem bardzo zróżnicowanym pod względem religii. Obok siebie funkcjonują tutaj: buddyzm tybetański, szamanizm, chrześcijaństwo, manicheizm i taoizm. Często członkowie jednej rodziny należą do różnych wyznań, jednak od XVI w. buddyzm tybetański (lamaizm) jest w kraju religią dominującą.

P1030855P1030876P1030891P1030894

Tuż obok klasztoru znaleźć można szamańskie elementy, jak np. kamienne kurhany, czyli Owoo. Umieszczane są one w miejscach szczególnych pod względem kulturowym bądź religijnym. Jeżeli zatrzymamy się przy jednym z nich należy złożyć tam ofiarę, obejść kurhan i dołożyć kamień.

O czym trzeba pamiętać przed wyjazdem do Mongolii? Przede wszystkim o wizie, ponieważ jest ona wymagana na granicy i surowo kontrolowana. My załatwiliśmy naszą w jeden dzień, należy tylko przygotować potrzebne dokumenty, przede wszystkim ubezpieczenie, wniosek i potwierdzenia noclegów, co nieco przypomina staranie się o wizę do Rosji. Co ciekawe, konsul w mongolskiej ambasadzie w Londynie mówił po polsku.

Ważne jest też przygotowanie merytoryczne, starałam się sporo czytać o Mongolii i jej mieszkańcach, ponieważ nasze kultury i zachowania nieco się różnią. Nie chciałam, żebyśmy zostali odebrani jako niegrzeczni. Oczywiście, że wszystkiego się nie da przewidzieć, ale warto znać podstawowe zasady i kilka zwrotów w ich języku.

Przydatna okaże się znajomość języka rosyjskiego, ponieważ wielu mieszkańców Mongolii zna jego podstawy oraz, wbrew pozorom, znajomość cyrylicy pomoże w odnalezieniu się w Ułan Bator.

Podsumowując…

Mongolia jest krajem interesującym pod wieloma względami, zarówno kulturowo jak i geograficznie. Nam niestety udało się zobaczyć tylko część tego, co ma do zaoferowania. Mongołowie nie są może bardzo otwartymi ludźmi, aczkolwiek pomagali nam w każdej sytuacji i gdy zdobyliśmy ich zaufanie spędzali z nami mnóstwo czasu opowiadając różne historie i słuchając tamtejszej muzyki popularnej. Planując podróż koleją transsyberyjską długo zastanawialiśmy się nad wyprawą w te strony, głownie ze względu na ograniczony czas, jednak teraz nie żałujemy, Mongolia okazała się strzałem w dziesiątkę.

Jeżeli macie pytania dotyczące naszego wyjazdu, prosimy o kontakt!

Poradnik: jak pokonać 6266 km w pociągu i nie zwariować.

Chcesz spędzić swój urlop w niecodziennych warunkach? Marzysz, żeby wreszcie wypocząć, wyspać się i nic nie robić? Masz stos książek do przeczytania i kilka seriali do nadrobienia? Wsiądź w TRANSSIB, a się nie zawiedziesz.

Tak właśnie Rosjanie powinni reklamować swoje połączenia kolejowe łączące wchód z zachodem kraju. Ja natomiast przeczytałam kiedyś, że taką podroż trzeba odbyć choćby raz w życiu. Dlatego gdy szukaliśmy destynacji na kolejny dłuższy trip, wpadłam na pomysł wyprawy przez Rosję i po kilku tygodniach siedziałam już wygodnie w wagonie numer 7.

35382387_2176709279009902_1828744688920690688_n.jpg

Zacznijmy jednak od początku, czyli… Krótka historia kolei transsyberyjskiej.

W XIX w. Rosjanie postanowili rozwinąć swoją siatkę kolejową aż za wzgórza Uralu. W 1890 roku pomysł został zatwierdzony przez cara Aleksandra II, a już rok później jego syn położył kamień węgielny we Władywostoku, co oznaczało rozpoczęcie budowy najdłuższej trasy kolejowej na świecie. Całe przedsięwzięcie miało na celu rozwój Syberii, eksport i import towarów oraz ukazanie jej walorów turystycznych. Trasę budowano w dziewięciu odcinkach: zachodniosyberyjskim, środkowosyberyjskim, krugobajkalskim, zabajkalskim, amurskim, ussuri, transmandżurskim, południowo-mandżurskim oraz transmongolskim. Przy budowie kolei transsyberyjskiej pracowało ponad 90 tysięcy ludzi: budowlańców, inżynierów ale także jeńców i skazanych. Na terenie budowy, ze względu na brak podstawowych dóbr i higieny często wybuchały epidemie, co dziesiątkowało robotników. Całkowity koszt przedsięwzięcia poniosła Rosja, a prace zakończono po 25 latach. Po ukończeniu budowy na teren Syberii przeniosło się około 3 miliony mieszkańców.

Kolej przemierza 2 kontynenty, 89 miast i 8 stref czasowych. Ciekawostką jest fakt, że pociąg operuje w czasie moskiewskim, więc widok pasażera z dwoma zegarkami na ręce nie jest niespodzianką. Po wielu latach kolej uzyskała światową sławę, powstają filmy dokumentalne i reportaże na jej temat, trasa opisywana jest w wielu książkach.

35476795_2176706829010147_146781920385040384_n.jpg

Nasza wyprawa, część pierwsza: Moskwa–Irkuck

Pociąg nr 070Ч na trasie Moskwa–Czyta kursuje codziennie, odjeżdża z dworca Jarosławskiego o 1350. Podróż trwa nieco ponad cztery dni. Bilety można kupić na stronie przewoźnika (rzd.ru) 90 dni przed wyjazdem. Rezerwujemy wtedy rodzaj biletu, wagon i konkretne miejsca. W kolei transsyberyjskiej są aż 3 klasy:

  • “plackarta”, czyli 3 klasa, w wagonach której nie ma przedziałów, można wybrać tylko miejsce, w zależności czy chcemy spać na dole czy na górze, idealna do zawierania nowych znajomości i podszkolenia języka;
  • “kupe”, 2 klasa, która obejmuje miejsce w kabinie czteroosobowej, w cenę biletu wchodzi pościel i jeden posiłek;
  • “lux”, klasa 1, gdzie oprócz komfortowej kabiny z dwoma łóżkami i prysznicem mamy zapewnione pełne wyżywienie.

Wybierając bilet postanowiliśmy iść na kompromis i zdecydowaliśmy się na dwa miejsca w “kupe”, co było chyba najlepszym rozwiązaniem. Zarezerwowaliśmy miejsce na dole i górze po jednej stronie. Miejsce górne kosztowało 7368 rubli, dolne 10227, co w całości wyszło nas około 500 zł za osobę na trasie Moskwa-Irkuck. W cenę wliczona była pościel, ręczniki, kapcie i szczoteczka do zębów (trochę jak w samolocie).

35485143_1740880512655131_3463175754471178240_n.jpg

Pociąg okazał się bardzo czysty i całkiem przestronny. W każdym wagonie są dwie toalety (zamykane ZAWSZE na czas postoju) i samowar. Jedynym minusem jest brak prysznica z prawdziwego zdarzenia, jednak i z tym łatwo można sobie poradzić, wystarczy mieć w sobie coś z inżyniera. Przedziały czteroosobowe “kupe” jak sama nazwa wskazuje mają cztery łóżka, dwa górne i dwa dolne, przy każdym jest lampka nocna, a na środku, pod stolikiem, znajdują się dwa kontakty (nie jest to jednak standard w Transsibie, zazwyczaj kontakty są tylko na korytarzu i w toaletach).  W pociągu na ogół jest cicho i spokojnie, pasażerowie starają się przespać długą podróż. Na każdy wagon przypadają dwie “prowadnice”, które zajmują się utrzymywaniem go w czystości i pomagają pasażerom, gdy potrzeba. U nich także można zaopatrzyć się w kawę, herbatę (w szklance z koszyczkiem, 45 rubli) i różnego rodzaju przekąski. Prócz tego w pociągu jest wagon restauracyjny, z którego warto skorzystać chociaż raz, żeby spróbować “kolejarskiej” kuchni.

35345192_2176707625676734_569984070470074368_n.jpg

35298520_1740881112655071_4747579110090342400_n.jpg

Jedzenie w podróży

Wagon restauracyjny i zakupy u prowadnic to tylko jedno z możliwych pomysłów na posiłek podczas podróży. Przed wyjazdem warto zaopatrzyć się w najpotrzebniejsze produkty (chleb, warzywa, kawa, herbata itd.). Tuż obok dworca Jarosławskiego znajduje się galeria handlowa, a w niej supermarket, w którym udało nam się zrobić porządne zakupy. Kolejną, niezawodną opcją są BABUSZKI. Pociąg zatrzymuje się na stacjach na kilka, kilkanaście minut, aczkolwiek na tych większych  postoje mogą potrwać prawie godzinę, więc zawsze można zrobić zakupy u pań na peronie. Babuszki sprzedają niemalże wszystko, od pirożków i słodyczy, przez wędzone ryby, po alkohol i papierosy. Pełen wypas i do tego jaki smaczny! Nie zapominajmy także o współtowarzyszach podróży, w szczególności jeśli są Rosjanami, podzielą się z Wami czym tylko mogą (począwszy od wódki i słoniny). Jednego możecie być pewni: w Transsibie z głodu nie zginiecie.

35345542_1740881872654995_8585968675033448448_n.jpg

35348582_2176709529009877_3712176032485212160_n.jpg

W drodze do Mongolii

Drugą częścią naszej podróży był odcinek Irkuck–Ułan Bator. Pociąg odjeżdża z Irkucka około 0800 rano (na bilecie 0300 w czasie moskiewskim), w stolicy Mongolii jesteśmy o 0730 (podany jest czas lokalny). Trzeba bardzo uważać przy sprawdzaniu czasu odjazdu, łatwo jest się pogubić, uwierzcie na słowo…  Niestety nie ma możliwości kupienia biletów przez internet. W zakupie ich pomógł nam Iwan, który organizował dla nas transport na wyspę Olchon. W pociągu do Ułan Bator są tylko dwie klasy: luks i kupe, za bilet do drugiej zapłaciliśmy 7000 rubli za osobę, co daje trochę ponad 800 zł za przejazd dla dwóch osób. Z jednej strony wagon był dużo nowocześniejszy, rozkładana kanapa i nowe toalety uprzyjemniały podróż, nie było jednak wagonu restauracyjnego, ale nie jestem pewna, czy taki jest standard w pojazdach na tej własnie trasie. Za minus można także uznać fakt, że większość pasażerów to turyści. Z jednej strony fajnie wymienić się doświadczeniami i wskazówkami, z drugiej jednak miło jest poznawać lokalnych i słuchać ich opowieści.

35328132_2176707562343407_8233764808252456960_n.jpg

Kontrola graniczna była dość długa i surowa. Najpierw na granicy Rosyjskiej w Nauszkach mieliśmy kontrolę paszportową, po czym musieliśmy otworzyć plecaki, żeby udowodnić, że nie przewozimy nic nielegalnego. Cały proces potrwał ponad godzinę, wtedy ruszyliśmy do Suche Bator, gdzie przechodziliśmy to samo po raz drugi, prawie dwie godziny. Nigdy jeszcze nie spotkałam się z tak długą kontrolą graniczną, znałam ją tylko z opowieści rodziców. Dalsza część podróży minęła wyjątkowo szybko (oczywiście spaliśmy) i rano wysiedliśmy w Ułan Bator, żeby zacząć mongolską część naszej przygody.

35366230_2176783179002512_3998659769991692288_n.jpg

Jak przygotować się do podróży?

Podczas planowania wyjazdu ciężko było mi niekiedy znaleźć odpowiedzi na nurtujące pytania, więc może przyda Wam się trochę naszych informacji i porad.

Oprócz wcześniej wspomnianej wizy i paszportu, żeby wsiąść do pociągu potrzebujemy jeszcze tylko bilet. Możemy go kupić tradycyjnie na dworcu albo online, wtedy należy go wydrukować i pokazać prowadnicy przy wsiadaniu do pociągu.

35356449_2176706982343465_5176484341089304576_n

Warto mieć ze sobą kubki, sztućce i talerze turystyczne, łatwiej będzie przygotować posiłek. My kupiliśmy plastikowe talerzyki i kubki w markecie, sztućce mieliśmy ze sobą.

Może to i śmieszne, ale przydadzą się wygodne ubrania. Transsib to taki trochę hostel na kółkach, nikogo nie obchodzi jak wyglądamy i w co jesteśmy ubrani. Nikt nie ma na sobie stylowych spodni i wyprasowanej koszuli (a nawet jeśli, to zaraz po odjeździe pociągu pasażerowie mają w zwyczaju się przebierać). I do tego oczywiście klapki, które najbardziej przydają się do prysznica z butelki.

35362860_1740881345988381_7646297205820620800_n.jpg

Dla dziewczyn polecam serdecznie suchy szampon albo po prostu puder dziecięcy (używam do wszystkiego!), ponieważ jeśli prowizoryczny prysznic nie jest problemem, to jednak mycie długich włosów wodą z butelki nie jest najlepszym pomysłem.

Jeśli już jesteśmy przy czystości i porządku, ja zabrałam do plecaka malutki odświeżacz powietrza (z tych cienkich jak kartka papieru) i położyłam na półce w przedziale. Może zabawnie brzmi, ale pomogło mi to bardziej się zadomowić i czuć komfortowo.

Serdecznie polecamy zabrać również małe pamiątki z ojczyzny. Podarowanie czegoś z drugiego końca świata współtowarzyszom podróży to przemiły gest, który zawsze cieszy. Naszym kompanem był mieszkaniec Kamczatki, który na pożegnanie podarował nam magnesy na lodówkę ze swoich stron i serdeczne namawiał, żeby go kiedyś odwiedzić.

35328524_2176707462343417_7252368741076303872_n.jpg

Wszyscy mówią, że podróż koleją transsyberyjską można pokochać albo znienawidzić, nie ma nic pośrodku. Ja zdecydowanie należę do tej pierwszej grupy podróżników, aczkolwiek po wielu rozmowach z Marcinem doszliśmy wspólnie do wniosku, że następnym razem wybierzemy samolot. Powód jest tylko jeden — oszczędność czasu. Przez siedem dni można zobaczyć kawał kraju, niekoniecznie z okien pociągu. Następnym razem chcielibyśmy jednak zwiedzić więcej miast i zobaczyć tereny mniej zaludnione. Nie zmienia to jednak faktu, że podróż Transsibem jest jedyna w swoim rodzaju, warto chociaż raz w życiu ją przebyć i nie żałujemy ani sekundy spędzonej w pociągu.

35397010_1740952655981250_2604394883267428352_n.jpg

… A dla wszystkich, którzy planują taką podróż w przyszłości bliższej bądź dalszej, służymy pomocą!