W drodze na północ, czyli Kanada w dni kilka

Słyszeliście kiedyś o kraju, w którym dostaje się mandat pochwalny za przepisową jazdę? A może o krainie, która kojarzy się z sosem do sałatek?

img_5105

Nasz wyjazd do Kanady był zupełnie przypadkowy. Podczas planowania zwiedzania Nowego Jorku myśleliśmy nad wycieczką do Niagara Falls i porównując odległości zadałam pytanie moim towarzyszom podróży: A może Toronto? Drugi raz powtarzać nie musiałam. I tak, podczas wielkiej wyprawy do USA znaleźliśmy się w kraju klonowego liścia.

img_5108.jpg

Podróż na północ zaczęliśmy od odwiedzenia Corning Museum od Glass, czyli muzeum szkła i wyrobów szklanych. Miejsce niesamowite, bo oprócz przepięknych figurek, kompozycji i wyrobów typowo użytkowych mogliśmy jeszcze poznać techniczno-naukowe zastosowanie szkła. Na koniec uczestniczyliśmy w pokazie tworzenia szklanych ozdób, w który wpleciona była historia rozwoju tego rzemieślnictwa oraz co prawdopodobnie czeka je w przyszłości. Byliśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni wizytą w muzeum i udowodniliśmy, że wcale nie trzeba znać się na szkle, żeby docenić jego piękno.

img_5102

 

Kolejnym przystankiem, już na granicy USA z Kanadą był wodospad Niagara. Jest to zdecydowanie miejsce, które trzeba raz w życiu zobaczyć, a najlepiej i latem i zimą. Wodospad Niagara, a właściwie WODOSPADY, a jest ich aż trzy, mają ponad 50 m wysokości, rozdzielone są wyspą Luna Island. Po stronie amerykańskiej znajdują się: American Bridal Veil, czyli po polsku Welon Panny Młodej oraz American Falls. Mają one ponad 60 m wysokości. Najpopularniejszy jednak jest wodospad po stronie kanadyjskiej i wcale nie nazywa się Niagara Falls, a Horseshoe Falls. Polecamy (ale tylko latem!) podpłynięcie statkiem prawie pod sam wodospad: widoki może nie zachwycają, bo w pewnym momencie przez strumień wody nie widać już nic, ale wrażenia niezapomniane! Ciekawą opcją, z której i my skorzystaliśmy, jest możliwość wjechania na Skylon Tower i zjedzenia obiadu w restauracji na jej szczycie. Uwielbiam posiłki “z widokiem”, a obserwowanie wodospadów z góry było nie lada przeżyciem.

img_5091img_5090img_5098img_5100

img_0258

Przyszedł czas na wizytę w Toronto. Byliśmy zaskoczeni faktem, że miasto nie jest tak duże jakby się mogło wydawać. Nie wiem, czy to zasługa kanadyjskiej architektury, czy w tym kraju ogromne metropolie po prostu nie mają prawa bytu. Stolica prowincji Ontario została okrzyknięta najbardziej multikulturowym miastem świata, zamieszkuje je ponad 150 grup etnicznych. Za największą atrakcję miasta uznaje się Scotiabank Arena, dla fanów hokeja oczywiście, których w Kanadzie jest bardzo dużo, a zaraz po niej wymienia się CN Tower, czyli wieżę transmisyjną, która jeszcze do 2007 roku była najwyższą budowlą na świecie. Nie omieszkaliśmy udać się na zakupy w centrum miasta, w naszych koszykach znalazł się oczywiście tradycyjny syrop klonowy we wszystkich chyba możliwych formach: tradycyjny w słoiczku, jako dodatek do ciasta i lodów a nawet w formie lizaka! Na koniec naszej wycieczki po Toronto trafiliśmy do chinatown, gdzie skusiliśmy się na azjatycką kolację.

img_5110img_5109img_5101

 

W drodze powrotnej do Nowego Jorku udało nam się odwiedzić krainę tysiąca wysp. Wielu z Was nazwa ta, tak samo jak i nam, kojarzyć się będzie z popularnym sosem do sałatek. I prawidłowo, bo sos ten właśnie stamtąd pochodzi. W krainie tysiąca wysp mieszkała jego wynalazczyni Sophia LaLonde, która przekazała swoją recepturę znanej aktorce teatralnej May Irwin a także właścicielowi hotelu Harold. May wymyśliła nazwę sosu, a hotel pierwszy raz umieścił go w swoim menu, gdzie można go próbować do dziś. Zostawmy jednak walory smakowe, a skupmy się na naszej wyprawie. Thousand Islands jest łańcuchem wysp na Rzece Św. Wawrzyńca, które leżą na odcinku około 80 km w dół od Kingston, gdzie rzeka wypływa z jeziora Ontario. Jest ich bagatela 1865, a największa, Wolfe Island, ma 100 km² powierzchni. My zdecydowaliśmy się na przepłynięcie fragmentu rzeki statkiem, piękna pogoda nas skutecznie do tego zachęciła. Przygodę zaczęliśmy z samego rana od pożywnego śniadania na pokładzie naszej łajby, a zaraz po nim usiedliśmy wygodnie na górnym pokładzie, by w pełnym słońcu podziwiać widoki. A, uwierzcie, jest co oglądać. Na wielu wyspach wybudowane są fikuśne domki letniskowe, a na jednej z nich, Heart Island, stoi nieukończona posiadłość, a tak właściwie zamek – Boldt Castle. Właściciel wyspy, jeden z amerykańskich milionerów, przerwał budowę po śmierci swojej żony i już nigdy na Heart Island nie powrócił. Kilka kilometrów dalej, naszą uwagę zwróciły dwie malutkie wyspy, Wellesley i Hill, a raczej most między nimi, który według niektórych jest najkrótszym międzynarodowym mostem drogowym. Kraina tysiąca wysp była dla nas zupełnie przypadkową atrakcją, która wywarła nas ogromne wrażenie. Nigdy wcześniej o niej nie słyszeliśmy, niewiele można o niej przeczytać w przewodniach, a szkoda, bo miejsce to jest niesamowicie urokliwe, szczególnie końcem lata.

img_5106img_5095img_5096img_5094img_5107

img_5121

Północne Stany i południowa Kanada to tylko skrawek ogromnych państw, a do zaoferowania mają więcej niż niejeden kraj. Mieszanka miasteczek i parków narodowych jest tak zbalansowana, że wydaje się dla nas najwspanialszym miejscem do życia. Pogoda jest idealna: lato gorące i słoneczne, zima mroźna i zaśnieżona. Podczas wyjazdu do Nowego Jorku polecamy na chwilę oderwać się od zgiełku wielkiego miasta i uciec na łono natury. Zaufajcie, będziecie chcieli zostać tam na dłużej.

Dużą atrakcją jest także to cudeńko:img_5103